Czy dziecko jest gwarantem szczęścia w związku?

stopki dziecka

Gdy pracoholicy zostają rodzicami

Iwona i Bartek zostali rodzicami trzy lata temu. Wcześniej byli pochłonięci pracą – ona rozwijała karierę w agencji marketingowej, on był przedstawicielem handlowym w firmie farmaceutycznej. Oboje dużo służbowo podróżowali i często nie widzieli się po kilka dni z rzędu.

 Jeśli ktoś mnie pyta, czy mamy czas dla siebie, to odpowiadam, że mamy go więcej niż przed dzieckiem. Wcześniej żyliśmy w ciągłym biegu, często nawet nie było dnia w tygodniu, żebyśmy mogli zjeść razem kolację. Wiedzieliśmy, że to szkodzi naszemu małżeństwu, ale moja kariera kwitła, czułam, że mam swoje pięć minut i chciałam to wykorzystać na sto procent. Nie raz kłóciliśmy się o to, bo każde z nas chciało, żeby to drugie mniej pracowało i więcej było w domu.

Iwona wspomina, że ich dom przypominał bardziej hotel, wpadali tam tylko po to, żeby coś zjeść i się wyspać, a potem każde pędziło do swojej pracy. Wszystko się zmieniło, kiedy kobieta zaszła w ciążę.

Nie planowaliśmy tego, dwie kreski na teście dla nas obojga były szokiem. Nie wiedziałam, jak sobie poradzimy z wychowywaniem dziecka, bo w ogóle nie brałam pod uwagę, że będę mniej pracować, tak samo Bartek. Szczerze mówiąc, byłam przerażona.

Niedługo później okazało się, że Iwona musi zrezygnować z pracy, bo ciąża jest zagrożona. Czuła się tak źle, że Bartek musiał brać wolne, żeby pomóc jej przy codziennych czynnościach.

black moda

Dziecko zmieniło nasz związek… na lepsze

Kacperek jeszcze w brzuchu zdecydował za nas, że będziemy pracować mniej. Nie było wyboru. Na początku nie podobało nam się to, ale zaczęliśmy rozmawiać o dziecku, o przyszłości i to było super – znowu czuliśmy się jak na początku związku i przypomnieliśmy sobie, jak dobrze nam w swoim towarzystwie. Trochę się bałam, że jak tylko urodzę, to Bartek będzie chciał pracować jeszcze więcej, za nas dwoje. Ale któregoś wieczoru zaskoczył mnie i powiedział, że rozmawiał z szefem i zdecydował się pracować mniej, żeby mieć czas na bycie tatą. Zrezygnował z wyjazdów na drugi koniec Polski, a większość obowiązków zaczął wykonywać z domu.

To okazało się świetną decyzją. Bartka i Iwonę wciągnął syndrom wicia gniazda. On zajął się remontem swojego gabinetu, który postanowił przekształcić na dziecięcy pokoik, a ona zamawiała mebelki, ubranka i wózek.

To nas zmieniło. Przestałam myśleć o mojej agencji i kampaniach, które mnie omijają. Praca stawała się też coraz mniej ważna dla Bartka. Prawdziwy przełom nastąpił, kiedy po raz pierwszy zobaczył swojego syna. Zwariował na jego punkcie i chciał spędzać z nim każdą chwilę. Wiadomo, tylko ja mogłam karmić Kacpra piersią, ale Bartek chciał robić całą resztę, z pewnością zmienił więcej pieluszek niż ja.

Kiedy Kacperek miał kolki, to w ramionach Bartka zasypiał najszybciej. Ojciec stał się ekspertem od kąpieli dziecka – to był czas tylko dla ojca i syna. Miesiąc po porodzie młody ojciec zaproponował, że co najmniej dwa razy w tygodniu spędzi popołudnie i wieczór z synkiem sam na sam.

baner wedding dream cars

Zobacz także: Dziecko przed ślubem. Jakie są prawa rodziców w związku nieformalnym?

Dzięki temu Iwona miała czas dla siebie. Wykorzystała go na zaplanowanie swojej przyszłości zawodowej – podobnie jak Bartek zrezygnowała z większości obowiązków, postanowiła zachować tylko pół etatu i pracować w domu, kiedy mąż zajmuje się dzieckiem.

Zakochałam się w Bartku na nowo. Nasz związek na pewno jest lepszy, niż kiedy byliśmy bezdzietnym małżeństwem. Wtedy każdy patrzył na swoje cele i nie byliśmy pełną rodziną. Teraz, nawet jak zaczynamy się o coś kłócić, to dla dobra Kacperka odpuszczamy, jego szczęśliwe dzieciństwo to nasz wspólny cel. Oboje odpuściliśmy pracę, stwierdziliśmy, że od pieniędzy bardziej potrzebujemy być z dzieckiem. Zarabiamy mniej, ale jesteśmy szczęśliwsi. Mąż teraz nawet w wyciągniętym t-shircie brudnym od zupki naszego syna jest dla mnie sto razy bardziej sexy niż ten pracoholik w garniturze, którym był trzy lata temu.

Elegancko czy wygodnie? A może to i to? Zobacz, jak ubrać swoje dziecko

Dziecko w związku, czyli kryzys…

Nie wszystkie historie młodych rodziców są tak szczęśliwe. Zgodnie z badaniami Relationship Research Institute w Seattle ponad 2/3 par w przeciągu trzech lat po narodzinach pierwszego dziecka przeżywa kryzys. Typowy w tym okresie jest wzrost konfliktów i wzajemne oskarżanie się.

O takich problemach do niedawna niewielu młodych rodziców chciało mówić. Dziś jest inaczej. Coraz częściej pary głośno przyznają, że dziecko w związku to nie tylko radość, ale też frustracja, zmęczenie i masa wyzwań. Kiedy nie mają komu się zwierzyć, piszą o tym w zamkniętych grupach na Facebooku albo forach dla rodziców.

Tak jak Ewelina, mama półtorarocznej Antosi. Rok po porodzie rozstała się z mężem, który, jej zdaniem, nie udźwignął roli ojca. Teraz często komentuje posty innych, świeżo upieczonych mam, które żalą się na kryzysy w związkach i pisze do nich prywatne wiadomości o własnych doświadczeniach. Stara się dawać im takie wsparcie, jakiego sama potrzebowała jeszcze kilka miesięcy temu.

Mało kto zdaje sobie sprawę, jak wyglądają pierwsze miesiące z niemowlakiem, zanim sam zostanie rodzicem. To bywa ciągłe zmęczenie i wściekłość na partnera. A jeśli w związku już wcześniej coś nie grało, to trudno liczyć, że samo się naprawi przy małym płaczącym dziecku. Z moich doświadczeń wynika, że raczej jest odwrotnie, że często byle drobiazg urasta do rangi katastrofy i wiele związków po prostu nie jest w stanie tego przetrwać.

dziecko w związku

Wszystko będzie jak dawniej…. czy na pewno?

Kiedy Ewelina była w ciąży, jej mąż Radek uważał, że z dzieckiem będą żyć tak samo jak dawniej. Nie był zestresowany, powtarzał, że skoro miliony ludzi dają radę, to oni też sobie poradzą. Zawsze był beztroski, ale Ewelina wierzyła, że jako tata stanie na wysokości zadania.

Nigdy nie rozmawiali konkretnie o tym, które z nich w jakim stopniu będzie opiekować się dzieckiem. Radek pracował na etacie, wychodził przed ósmą, wracał po szesnastej, Ewelina była przekonana, że popołudniami i wieczorami mąż przejmie opiekę nad dzieckiem.

Uznałam, że będziemy się dzielić obowiązkami po równo, że to wyjdzie naturalnie. Myliłam się. Antosia przez trzy pierwsze miesiące płakała całymi nocami. Kiedy wreszcie zasypiała, to po dwudziestu-trzydziestu minutach budziła się i zaczynała od nowa. Takie „koncerty” trwały od dziewiętnastej do czwartej-piątej rano. Próbowałam wszystkiego, żeby ją uspokoić, bujałam, śpiewałam. Radek w tym czasie spał w drugim pokoju, żeby rano wstać do pracy, ale płacz dziecka co chwilę go budził. Po jakimś czasie zaczęły puszczać mu nerwy i miał do mnie pretensje, że dziecko płacze. Im dłużej to trwało, tym bardziej złośliwy wobec mnie się stawał. Mówił na przykład, że jako matka powinnam czuć, czego potrzebuje moje dziecko, że to powinien mi podpowiedzieć instynkt. W ogóle nie interesowały go moje potrzeby i moje emocje. Antosia jakby wyczuwała napięcie między nami i płakała jeszcze głośniej.

wedding dream shop

Mama na pełen etat…

Niemal wszystkie obowiązki przy dziecku Ewelina wykonywała sama, a Radek po pracy odpoczywał przed telewizorem albo wychodził na piwo. Na początku nie przeszkadzało jej to, bo była zachwycona rolą matki i nie czuła zmęczenia, ale po trzech miesiącach miała dość i zażądała, żeby mąż bardziej zaangażował się w opiekę nad córką.

Obiecywał, że zacznie mi więcej pomagać. Ja upierałam się, że jego rolą nie jest mi pomagać, tylko uczestniczyć w opiece nad Antosią na równi ze mną, bo to nasze wspólne dziecko. Ale zasłaniał się pracą i twierdził, że opieka nad tak małym dzieckiem jest łatwiejsza dla kobiety. Jego próby spędzania czasu z córką były koszmarem. Któregoś razu w ostatniej chwili powstrzymałam go przed nakarmieniem dziecka niepodgrzanym mlekiem. Innym razem zostawił Antosię samą w domu i wyszedł na chwilę do sklepu po papierosy. W każdej takiej sytuacji wpadłam w szał, a on twierdził, że przesadzam, jestem nadopiekuńcza, i że chcę chować dziecko pod kloszem. Ja czułam, że muszę sama myśleć o dziecku, bo on nie jest w stanie zająć się Antosią i nadal jest Piotrusiem Panem.

Para próbowała znaleźć wyjście z kryzysu, ale ich każda rozmowa zamieniała się w lawinę wzajemnych pretensji.

On miał żal, że w ogóle przestałam się nim interesować, że nie dbam też o swój wygląd, tylko całą uwagę skupiam na dziecku. Byłam tak zła na niego, że w ogóle nie miałam ochoty okazywać mu czułości, do których oboje byliśmy przyzwyczajeni przed ciążą.

Między Eweliną a Radkiem nie było szans na kompromis i w końcu para postanowiła się rozstać. Radek odwiedza Antosię co drugą sobotę na kilka godzin.

– Mój błąd był taki, że na początku wzięłam na siebie za dużo, wpadłam być może w pułapkę myślenia „on w końcu zauważy moje poświęcenie i doceni to”. Nie zauważył i nie docenił. A kiedy ja zaczęłam wymagać, żeby się zaangażował, było już za późno na ratowanie związku. Radek chwilami zachowywał się tak, że czułam, że mam dwoje dzieci, a nie jedno. Mam wrażenie, że we dwie będzie nam łatwiej.

dziecko z matką

Przeczytaj: 15 pytań, które wzmocnią Wasz związek – warto je sobie zadać!


Dziecko nie jest najważniejsze?

O tym, że związek jest trudny po pojawieniu się dziecka, przekonuje Julia Izmalkowa, badaczka i psycholog rodziców, znana na Instagramie jako psychomama_julia. Według jej podejścia, #ParentsFirst, zamiast całkowicie oddawać się opiece nad dzieckiem, rodzice powinni przede wszystkim dbać o siebie i swój związek, bo tylko szczęśliwi rodzice będą w stanie wychować szczęśliwe dziecko.

Na jej Instagramie codziennie pojawiają się rady dla rodziców, którzy czują się zmęczeni, niewystarczający i których męczą wyrzuty sumienia. W jednym z postów pisze:

Czasami, kiedy ludzie zostają rodzicami, całkowicie „wykasowują” siebie jako parę. Są dwiema osobami, które dbają o wspólne dziecko.

Dziecko w związku okiem psychologa

Prawda jest taka, że to, co tworzy fundament rodziny, to RODZICE – nie dziecko. Jeżeli nie dbamy o ten fundament, to cała rodzina staje się coraz słabsza. Boisz się rozwodu? Przeraża cię, jaką krzywdę to może wyrządzić dziecku? Wykorzystaj ten strach jako motywację. Zadbaj TERAZ o to, żeby do tego nie doszło. A żeby do tego nie doszło, należy dbać o siebie jako parę. Czyli dbać o miłość, wzajemną fascynację, ciekawość drugiej osoby.

Podpowiada też, co rodzice mogą zrobić dla swojego związku:


Należy wspólnie się cieszyć, bawić się, kontemplować, doświadczać, a nie tylko żyć wg listy „TO DO” i decyzji, kto dzisiaj odbierze dziecko z przedszkola, kto zawiezie na angielski, a kto dziś usypia i czyta bajki.

planer

Proponujemy Wam ćwiczenie, które ma się skupić przede wszystkim na poszukiwaniu MY. Wspólnoty nie Was jako rodziców, ale wspólnoty Was jako pary. Żebyście sobie przypomnieli, kim byliście, zanim było dziecko, i wnieśli to z powrotem do Waszego związku, szczególnie to coś, co po drodze się troszkę zgubiło. Zróbcie to razem. Sprawdź, jak wykonać ćwiczenie!


Widzicie, łączy Was dużo więcej, niż myśleliście! Po prostu o tym zapomnieliście i trzeba sobie od czasu do czasu o tym przypominać. Wiemy, łatwiej być parą, kiedy dzieci są dorosłe. Ale właśnie wtedy, kiedy dzieci są małe, musimy tym bardziej dbać o siebie jako o parę, żebyśmy nadal byli silni jako związek, wtedy kiedy dzieci już będą nas mniej potrzebować.

Najpierw rodzice, czyli Parents First – to znaczy, że dbamy o fundamenty domu, a nie tylko raz na jakiś czas malujemy elewację.

Rekomendowane artykuły