Mój mąż to maminsynek! Czy ten związek ma szansę?

maminsynek

Ślub, wspólny dom, plany na przyszłość. I kiedy kurz poważnych decyzji i życiowych zmian zaczyna opadać, uderza to w Ciebie jak grom z jasnego nieba – Twój mąż to maminsynek. Jasne, widziałaś „czerwone flagi”, ale przecież wcześniej to nawet nie przechodziło Ci przez myśl. Kocha swoją mamę, co mogłoby być w tym złego? Może bywał u niej trochę za często i zdarzało mu się przekładać wasze wspólne plany, bo akurat potrzebowała jego pomocy, tu i teraz, ale jak mogłabyś złościć się o to, że troszczy się o własną matkę? Ba! To Ci nawet imponowało, bo skoro ma z nią tak bliską relację, to z Tobą będzie przecież jeszcze bliżej. Cóż, nie spodziewałaś się takiego rozczarowania, prawda? Czy życie z maminsynkiem jest możliwe?

Jak rozpoznać maminsynka?

To pytanie zadaje sobie chyba każda z nas, kiedy poznaje nowego faceta. Szczególnie wtedy, kiedy wszystko układa się zbyt dobrze – przecież musi być jakiś haczyk! Cóż, chociaż „haczyk” nie zawsze się pojawia, wbrew pozorom, maminsynka nie tak łatwo jest rozpoznać.

W końcu skąd masz wiedzieć jak określić zdrową granicę między miłością do mamy, a toksyczną relacją? Niestety ta świadomość pojawia się zazwyczaj dopiero później, bo wcześniej endorfiny i ogólny stan zakochania robią swoje. Jest jednak kilka sygnałów, które powinny sprawić, że zapali Ci się czerwona lampka, bo może okazać się, że Twój facet to maminsynek! Na co powinnaś zwrócić uwagę?

Kim jest maminsynek?

  • Jest dorosły, ale wciąż mieszka z mamą – wiesz, że mógłby pozwolić sobie na to, żeby mieszkać sam, a jednak nadal mieszka w rodzinnym domu, by być blisko mamy? Przysłowiowa pępowina nie została przecięta. To może być pierwszy znak, że coś w ich relacji niekoniecznie jest w porządku.
  • Mama jest dla niego jak wyrocznia – konsultuje z mamą KAŻDĄ decyzję, nawet tak błahą, jak wybór stroju? Pyta jej o dobór kolorów do Waszej sypialni i imiona dla Waszych dzieci? Nie, to nie jest normalne. Tak, masz prawo się zdenerwować.
  • Najpierw mama, później cały świat – odwołuje Wasze spotkanie, bo mama właśnie teraz źle się poczuła? Wraca wcześniej z urlopu, bo w domu mamy nieprzyjemnie skrzypią drzwi? Żeby pomóc mamie rzuca wszystko, bo jej potrzeby zawsze są NAJWAŻNIEJSZE? Bardzo możliwe, że to klasyczny maminsynek.
maminsynek

Nic nie zapowiadało katastrofy

Mogłoby wydawać się, że rozpoznanie toksycznej relacji między matką, a synem jest całkiem proste – przecież widać to gołym okiem. Niekoniecznie – szczególnie wtedy, kiedy jesteś zakochana, a wszystko co on robi wydaje Ci się być doskonałe.

Jego bliska relacja z mamą nie jest dla Ciebie problematyczna, bo świadczy tylko o tym, że rodzina jest dla niego ważna i wie, jak należy traktować kobietę. Życie u jego boku zapowiada się cudownie! No i sama „pani mama”! Miła, sympatyczna, wita Cię w swoim domu z otwartymi ramionami.

Wychwala swojego synka pod niebiosa, mówi o nim w samych superlatywach i bez końca powtarza jaki jest wspaniały, i jakie niesamowite masz szczęście, że wybrał właśnie Ciebie. Nie ma w niej grama zazdrości, ani niechęci – nie dlatego, że uważa, że jesteś wystarczająco dobra, ale dlatego, że wie, że nie jesteś dla niej żadną konkurencją. Syn zawsze postawi ją na pierwszym miejscu.

Na początku naszego związku miałam wrażenie, że unoszę się kilka centymetrów nad ziemią. Dawid był jak spełnienie marzeń i chociaż bardzo obawiałam się spotkania z jego matką, bo wciąż podkreślał to, jaka jest dla niego ważna, okazało się, że zupełnie niepotrzebnie! Była dla mnie naprawdę miła, interesowała się tym co mam do powiedzenia, jak się poznaliśmy, jakie mamy plany. Cieszyłam się, że tworzymy takie zgrane trio, zresztą teściowa była jeszcze młoda, od początku mówiła, że nie będzie się w nic wtrącać. Cóż, nie musiała. Dawid zdawał jej szczegółową relację z każdej sekundy swojego i naszego życia, a ona doskonale wiedziała, że to się nie zmieni. Mogłam krzyczeć, tupać nogami i urządzać awantury, ale zawsze kończyło się to tak samo: Mój mąż maminsynek wyrzucał mi, że jestem podła, bo każę mu wybierać między mną, a jego matką. Czułam się winna i odpuszczałam, a ona wciąż była jego „numerem jeden” – opowiada zniechęcona Dagmara.

maminsynek

Życie z maminsynkiem, czyli mama robi to lepiej!

Znasz to uczucie, kiedy nie ważne co zrobisz, zawsze będziesz robić to źle, a już na pewno gorzej niż jego mama? I nie ma znaczenia, czy chodzi o gotowanie, prasowanie, sprzątanie, wychowywanie dzieci, czy pielęgnacje domowych roślinek – jego mama, bez dwóch zdań, robiła to zdecydowanie lepiej!

Zaczynasz odczuwać drżenie i ścisk żołądka na samą myśl o tym, że musisz ugotować coś na wspólny obiad u teściowej? Dobrze wiesz co usłyszysz, prawda? Za mało soli, za dużo soli, za mało mięsa, zbyt dużo mięsa, a co to takie nijakie?

W gratisie dostaniesz też oczywiście wałówkę na trzy miesiące, bo jej synek przy Tobie to jakoś mizernieje, chyba nie tak go karmisz. I oczywiście wszystko w otoczeniu przymilnych uśmiechów, bo tutaj nikt nikomu nie chce zrobić na złość, to wszystko z miłości. A wiadomo – miłość mamy jest najważniejsza.

Z wizyty u u swojej matki Twój mąż wraca z naręczem wyprasowanych koszul i wypastowanymi bucikami, bo Ty na pewno byś tego dla niego nie zrobiła, a przecież synuś nie będzie sobie sam prasował! W głowach się poprzewracało, jeszcze by się zmęczył biedaczek. I kiedy tracisz już cierpliwość, opadasz z sił i masz wrażenie, że za chwilę wybuchniesz, on mówi: kochanie, wystarczy, że poprosisz mamusię, ona pokaże Ci jak to zrobić dobrze.

Ta historia jest tak śmieszna, że aż kuriozalna. I pewnie sama bym się śmiała, gdyby nie dotyczyła mnie…ale jednak. Z zawodu jestem florystką, od lat prowadzę własną kwiaciarnię, nieustannie się uczę i doszkalam i nieskromnie przyznam, że jestem naprawdę dobra w tym co robię. Oczywiście do momentu przekroczenia progu własnego ogródka. Kiedy tylko nawiedza nas królowa matka, zwana częściej teściową (przeze mnie) lub mamusią (przez mojego męża), wystarczy pięć minut, bym dowiedziała się co robię źle. Bo mamusia to róże przycinała trochę krócej. A żywopłot lepiej by nam rósł, gdybym użyła tej mieszanki, którą mamusia robi sama. I truskawki to trzeba sadzić inaczej, mamusia mi pokaże. Coraz częściej mam ochotę sprzedać dom i kupić mieszkanie w bloku. Bez ogródka – przyznaje Olga.

Teściowa – wróg numer jeden

Kiedy słyszysz „ta trzecia” zdecydowanie częściej przychodzi Ci na myśl zazdrosna kochanka, niż zaborcza mama, prawda? A jednak – trójkąt z teściową zdarza się często…o wiele za często! Szczególnie jeśli masz poczucie, że każda Twoja wojna jest z góry skazana na porażkę, w końcu mają przewagę liczebną. Bo jeśli liczyłaś kiedyś, że maminsynek kiedykolwiek stanie po Twojej stronie…rozczarowanie musiało być ogromne.

New Drop

Bez względu na to, o co toczy się spór, rację zawsze będzie miała mamusia. Choćbyś używała najbardziej racjonalnych argumentów, rzucała przykładami jak z rękawa i zebrała świadków, to nie ma znaczenia. W tym trójkącie, nie wszystkie boki są równe.

Ty, Twoje potrzeby i Twoje opinie jesteście gdzieś na szarym końcu, a jeśli tylko spróbujesz wytknąć to swojemu mężowi, najprawdopodobniej dowiesz się, że jesteś podła, zazdrosna i dziecinna. Brzmi znajomo? Tak było w przypadku Kai, która długo starała się walczyć o swoje w małżeństwie z maminsynkiem.

Nie odpuszczałam przez 10 lat. Ciągle wierzyłam, że kiedyś przyjdzie moment, w którym mąż stanie po mojej stronie. Spokojnie, już przestałam. Nie ważne co się działo, zawsze stawał po stronie mamy. A kiedy teściowa naprawdę przeciągała strunę, zwalał to na jej wiek, samotność, poczucie odrzucenia. Nic nigdy nie było jej winą, za to wszystko zawsze było moją. Nie musiałam nawet znajdować się w tym samym pomieszczeniu, ale i tak – wina spadała na mnie. Miarka przebrała się, kiedy teściowa zaczęła wtrącać się w wychowywanie naszych dzieci. Nie miało już dla mnie znaczenia za kim wstawi się mój mąż. To była moja wojna. I wygrałam ją, choć nie obyło się bez ofiar – dzisiaj jestem w trakcie rozwodu, ale czuję, że to była dobra decyzja – opowiada Róża w swojej historii.

Oraz, że Cię nie opuszczę…

Wydało się, że to Tobie ślubował tymi słowami, jednak dziś masz wrażenie, że skierował je do kogoś zupełnie innego? Nic dziwnego, skoro lata mijają, a Wy wciąż mieszkacie…z jego mamą. Marzyłaś o własnych czterech ścianach, ogródku i długich, romantycznych kąpielach w wannie? Zamiast tego masz wspólną kuchnię, zero prywatności i teściową, która koordynuje całe Wasze życie.

Masz prawo czuć się rozczarowana i zawiedziona. Jednak z maminsynkiem tak już po prostu jest. Z jednej strony wyprowadzka wydaje mu się niemal niemożliwa, bo jak mógłby zostawić mamę samą? Po tym wszystkim co dla niego zrobiła?

Jednocześnie, mieszkanie z mamą jest takie wygodne! Obiad na stole, domowe ciasto i ktoś, kto zawsze czeka z uśmiechem, żeby przypomnieć mu, jaki jest ważny, wspaniały i dobry. Nie to co żona, która ciągle ma oczekiwania i pretensje. Dla maminsynka mieszkanie z mamusią jest doskonałym rozwiązaniem. To miejsce, w którym czuje się bezpiecznie i pewnie. Tak potoczyła się historia Klary:

Kiedy jeszcze przed ślubem Karol mówił mi, że nie chce wyprowadzić się od mamy, po prostu to zbywałam. Przecież mieszkał z nią całe życie, to trudna decyzja, ale byłam pewna, że po ślubie wszystko się zmieni. Ustaliliśmy, że zamieszkamy z nią na jakiś czas, żeby odłożyć na budowę (jak się później okazało – mojego) wymarzonego domu. Tyle, że tygodnie zamieniały się w miesiące, a miesiące w lata i nic nie zapowiadało zmian. Ja oglądałam projekty domów, on oglądał z mamą seriale i pomagał jej w codziennych zakupach. Ja rozglądałam się za działką, on budował mamie altankę, żeby mogli razem przesiadywać w niej latem. Na nic były moje rozmowy i prośby. Jego miejsce, jego dom, był tutaj i nie zamierzał tego zmieniać, nawet dla własnej żony.

maminsynek

Czy jest jeszcze o co walczyć?

Na to pytanie musisz odpowiedzieć sobie sama. Jeśli Twój mąż jest maminsynkiem, masz dwie możliwości – możesz walczyć o Wasz związek albo odejść. Jeśli zdecydujesz się zostać, musisz przygotować się na długą i żmudną pracę nad Wami i Waszą relacją. Jednocześnie trudno będzie Ci nie traktować teściowej jak wroga, w końcu to przez nią w Waszym małżeństwie pojawiają się te wszystkie problemy.

Musisz jednak pamiętać, że choć to ona jest punktem zapalnym, ten problem dotyczy Was – Ciebie i Twojego męża i oboje musicie wspólnie pracować nad jego rozwiązaniem. A co najważniejsze, oboje musicie tego chcieć, bo walka na nic się zda, jeśli walczy tylko jedna strona.

Jeżeli jednak chcecie ocalić swoje małżeństwo, zawsze warto korzystać z pomocy profesjonalisty. Możecie udać się na terapię dla par, gdzie oboje nauczycie się lepiej komunikować swoje potrzeby i rozmawiać o tym, co Was boli.

Jak rozmawiać z maminsynkiem o relacji z matką?

To nigdy nie jest łatwe. Masz w sobie wiele żalu i złości, nie ma w tym nic dziwnego, jednak żeby rozmawiać o czymś tak delikatnym, musisz odłożyć je na bok. Mężczyźni często nie dostrzegają toksyczności swojej relacji z matką, jest dla nich normalna, przecież funkcjonują tak przez całe swoje życie.

Dzięki spokojnej rozmowie, możesz zwrócić uwagę męża na ten problem, pomóc mu uświadomić sobie, że nie tak powinna wyglądać zdrowa relacja między dzieckiem i rodzicem. Opowiedz mu o tym jak się czujesz, czego od niego oczekujesz. Nie chodzi przecież o to, by usunął mamę ze swojego życia, ale by nauczył się stawiać granice i ustalać priorytety.

Związek z maminsynkiem może być prawdziwym wyzwaniem. Nie jest łatwo żyć w trójkącie z mężem i jego mamą, jednak pamiętaj, że nie ma sytuacji bez wyjścia – musisz tylko zdecydować, w którą chcesz iść stronę.

Rekomendowane artykuły